|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Ból życia
Nie musi pytać nic!
Pozytywnie wkręceni
![]() |
środa, 04 listopada 2009
Ostatecznie i definitywnie...
...tak, to MOJE! ![]() Kartka po raz pierwszy pojawiła się w necie tu: http://blip.pl/s/9332579 kiedy to Moje Szczęście, po przeparkowaniu mojego Golfa, wyciągnęło powyższe wyznanie zza wycieraczki auta, do którego się swoją Czarną Strzałą przytuliłam, sfotografowało i wrzuciło na blipa. Ostatnio wylazła i tu... Żądam, żeby ta kartka przestała mnie prześladować, bo więcej nie przeproszę. A już na pewno nie na piśmie. No. P.S. Dzieci komentujące obrazki na stronie www.demotywatory.pl od kilku dni dostarczają mi nieustającej rozrywki. Jej elementem jest odczucie skonfudowanej ojajebności podobne do tego, które towarzyszyło mi, kiedy na naszej-klasie ludzie zaczęli wklejać kody usuwające śledzika i okazało się, że połowa moich znajomych to debile. Myślę, że lektura tego bloga wyleczyłaby Dzieci Demo z wątpliwości ;) Pozdrawiam wszystkie Panie mające od czasu do czasu ;) kłopoty z parkowaniem.
środa, 07 października 2009
Luromi miał nosa - 7 października ;)
Dzień na telefonie. KOLEJNY. - (...) Tak, tak, wiem... Yhy... No bo wie Pan, nowego pracownika mamy i on nie wiedział... Przepraszam Pana, biorę tę pomyłkę na klatę... Tak... Do widzenia... (20 minut później) - (...) Cooo? O cholera... To nie powinno do was trafić! Kurwa mać! Sory Aga, dałam dupy, nie dopilnowałam Głąba, on nie wiedział... Jutro to od was odbiorę. (30 minut później) - (...) Jak to miesiąc temu? Pewny jesteś? Czekaj, sprawdzę... KURWA MAĆ!!! OK, spokojnie. Zgłosimy po terminie, może nas ujmą. Na razie biorę na klatę, Głąba rozliczę, jak nam odrzucą. (25 minut później) - (...) Tak, tak... w ogóle dałam dupy, że poszłam na urlop w tym samym terminie co Magda i Głąb został sam... Chwilowa cisza. Siedzę w biurze załamana, oczyma wyobraźni widzę siebie, jak popierdalam cały następny tydzień odkręcając wtopy Głąba. Z zamyślenia wyrywa mnie Szefowskie trzaśnięcie drzwiami: - A co ty taka smutna jesteś? - A bo od tygodnia ciągle daję dupy i biorę na klatę... Smarknął w pięść. Tja... I niech ktoś mi powie, że faceci nie myślą tylko o jednym.
czwartek, 09 października 2008
Rolka
Po półgodzinnym tępym wieczornym lustrowaniu zawartości szafy, wybrałam sweterek do pracy, ale zapomniałam odłożyć go w bezpieczne miejsce. W związku z powyższym - kot wytarzał się w nocy w moim sweterku, który w efekcie wyglądał jak grzebień Yeti. Nie miałam rano czasu na kolejne półgodzinne tępe patrzenie na zawartość szafy, więc ubrałam owłosiony sweter, a do torby wrzuciłam rolkę do czyszczenia ubrań z paprochów. Wpadłam do biura i zaczęłam czyszczenie swetra. Przód wyczyszczony, zostały plecy, hmmm... Drzwi biura otworzyły się, wszedł Kseruś. Ja z obłędem w oczach wyciągnęłam w jego kierunku ten czyszczący przedmiot o fallicznych kształtach i subtelnie zapytałam: - Przelecisz mnie z tyłu? Na twarzy Kserusia wymalowała się śmierć w oczach w połączeniu z konsternacją, zawstydzeniem i milisekundą myśli w przedmiocie realizacji mojej erotycznej fantazji o penetracji rolką. Przeleciał. Sweterek odkłaczony.
środa, 01 października 2008
Kiepski humor
Wychodzę z pracy. Mp3 w uszy i heja na schody. Po drodze spotkałam Kolegę z oddziału firmy z mojego miasta, który jak się okazało, miał do mnie jakąś sprawę. Jedną słuchawkę zostawiłam w uchu, drugim uchem słucham Kolegi. Gada, gada, aż w końcu pyta: - To ja ci podrzucę ten telefon wieczorem, a ty go jutro tu przywieziesz, co? No zapomniałem go dziś ze sobą zabrać i mnie wasz informatyk ściga... - OK, nie ma sprawy. - Będziesz wieczorem w domu? - Raczej będę. Mam dziś zjebany humor, więc pewnie nie będzie mi się chciało dupy ruszać. W tym momencie poczułam męską rękę na ramieniu i usłyszałam niski, zatroskany głos jej właściciela: - A kto pani dziś tak zjebał humor, pani Sylwio? Właścicielem głosu był Wiceprezes. Mój Pracodawca. Po wybąkaniu "To nie był pan!" - czmychnęłam. Trzeba było się w ogóle nie odzywać...
niedziela, 21 września 2008
Narzeczeński żarcik lotniskowy
Kiedy zadzwonił do mnie Rafałek krzyczący jakieś półsłówka spazmatycznie się przy tym jąkając, wiedziałam, że to będzie coś mocnego. I muszę przyznać, że chłopak dał radę. Jego dziewczyna, Ania, wybrała się w odwiedziny do siostry do USA... „Anka poleciała, no i wiesz… Na lotnisku w Monachium kazali jej wyjąć wszystkie urządzenia elektryczne, które miała. No i wyjęła – aparat i laptopa, ale waliza dalej bzyczała na bramce. No to gość się jej pyta, czy ma jeszcze jakieś urządzenia? Anka zaklina się, że nie! No to postanowili przegrzebać jej walizkę… Gość kazał wyciągać wszystko po kolei. Anka przekłada rzeczy i nagle wyciąga WIBRATOR. Ale nie taki zwykły wibrator! Taki wiesz, bardzo anatomiczny, z jajami! Z jajami, kumasz! I trzyma w ręce tego wielkiego gumowego fiuta, z karpiem na gębie i nie wie co ma powiedzieć! Cała kolejka za nią zaczęła wyć, celnicy poskładali się w pół, a Anka tylko wydusiła z siebie z burakiem na twarzy: „This is a stupid joke of my boyfriend!” Czujesz, to, czujesz? To ja go jej tam wsadziłem, z partyzanta, ja! W przeddzień wylotu Ania obchodziła trzydzieste urodziny, na które Rafałek sprezentował jej tenże właśnie wibrator. Z jajami. Zastygłam. Co bym zrobiła na jej miejscu…? Hmm… Pewnie wróciłabym do domu poćwiartować jego zwłoki. „Ale to jeszcze nic! To było 10 minut temu, zadzwoniła do mnie. A w USA będą ją sprawdzać JESZCZE RAZ! A powiedziała, że prezentów się nie wyrzuca!”
wtorek, 05 sierpnia 2008
Na pedanta
Rozczochrana, sapiąca i dymiąca wpadłam do biura Kserusia. Zaczęłam się drzeć już w progu: - Ci ludzie doprowadzą mnie do szału!!! Wiecznie coś im nie pasuje!!! Adres nie taki, termin nie taki, odstęp nie taki, pieczątka brzydka!!! I jeszcze chodzą po poradę do gościa, który prasuje swoje gacie!!! W tym momencie z korytarza dało się usłyszeć najpierw zgrzyt odsuwanego od biurka fotela, a potem powolny męski krok. Do biura Kserusia wsunęła się głowa, która rzekła: - A jednak aż tak drobiazgowy nie jestem. Lesson number one - pamiętaj, na którym piętrze o kimś wrzeszczysz.
wtorek, 15 lipca 2008
Krótka piłka
Nigdy nie mów informatykowi przy świadkach: "Ale mi zrobiłeś dobrze, że mi więcej wsadziłeś!", bo nie każdy obecny może skumać, że chodzi o RAM. Minister Pracy ostrzega: spontaniczne wyrazy wdzięczności w miejscu pracy szkodzą twojej nieposzlakowanej opinii.
poniedziałek, 14 lipca 2008
Szkolenie
Zostałam oddelegowana do przeszkolenia 40 pracowników spółki-matki w temacie, na którym znam się najlepiej w firmie. Co to dla mnie, pestka! Pomijając fakt, że szkolenie prowadziłam o kulach, bo skręciłam nogę o mokrą SZYSZKĘ, nic nie zapowiadało większej tragedii. A małe dramaty przeżyłam dwa. Na szkolenie zabrałam prywatnego laptopa, bo miałam tam wszystkie potrzebne materiały, można było podłączyć go do rzutnika i takie tam bajery. Na sali 40 osób, przyszedł Pan, który miał podłączyć lapka do rzutnika, włączyłam kompa i czekam. Pan podłączył rzutnik, na ścianie pojawił się wielkich rozmiarów ekran z uruchamiającym się właśnie Windowsem. Załadował sie mój pulpit i wtedy... Patrzę na ścianę (a ze mną 40 par oczu), a tam właśnie ładuje się okienko powitalne najnowszej wersji gadu-gadu. W okienku - mój nowy zajebisty avatar. Avatar ten przedstawiał moją skromną osobe z wywalonym do pasa jęzorem i miną iście kretyńską. Ludzie zaczęli z partyzanta chichotać, a ja na autorytecie byłam minus 100 do tyłu. Co mnie podkusiło, żeby to kretyńskie zdjęcie wgrać? Wyłączyłam okienko, narobiłam sobie siary, trudno - lecimy dalej. Ściszyłam komórkę, żeby nikt nie przerywał moich monologów. Ale widzę, że ktoś z biura uparcie do mnie dzwoni i dzwoni - wygląda, że mają coś ważnego. Zadałam grupie do zrobienia ćwiczenie na papierze, a sama zadzwoniłam do biura z pytaniem o co kaman. - O, Sylwia, dobrze, że dzwonisz, Szefowa potrzebuje się dostać do Twojego komputera - chodzi o ten niedokończony projekt pisma, sami dokończymy, a zresztą dam ci Szefową... - OK... - Halo? Halo, Pani Sylwio - jakie ma pani hasło, bo to pismo to wie pani, ja dokończę, bo nie ma co zwlekać! W tym momencie zwizualizowałam sobie wielkie kowadło spadające z 10 tysięcy metrów na mój zakuty łeb. - Y... - Jakie jest to hasło? - Yy... Dupsko666... "D" wielką literą... - Aha... To ja dziękuję, nie przeszkadzam! Szefowa, dystyngowana Pani, lat około 60... FAK!!! No bo gdyby komp ciągle nie wołał o zmianę hasła, to wymyśliłabym mądrzejsze! Chyba.
piątek, 20 czerwca 2008
Kotek
Piąteczek, zostałam sama w biurze i zaczęłam pracowe wstępnoweekendowe opierdalando. Trafiłam w necie na ten obrazek: Nie wiem co mnie podkusiło, żeby, w związku z powyższym, wpisać w googla hasło "KOT NASRAŁ". Wpisałam. Szukam obrazków srającego kota. Rewelka. Nagle wpadł Prezes. Chciał, żeby mu coś znaleźć w necie. Otworzyłam pospiesznie nową kartę w FireFoxie i odpaliłam odpowiednią stronę. Prezes nade mną, patrzy w ekran. Nagle mój wzrok zatrzymał sie na sąsiedniej zakładce przeglądarki. A tam wielkimi bukwami jak byk stoi: KOT NASRAŁ Prezes to zauważył. Na 100%. Nie powiedział ani słowa. Japierdole. Mistrzyni porównań
Moja siostra dostała awans. Gratulacje, uściski i tak dalej... No i oczywiście - wywiad w firmowej gazetce. Pytanie: G.B. Shaw powiedział kiedyś: "- Co ważniejsze dla sukcesu, talent czy pracowitość? - A co ważniejsze w rowerze, przednie czy tylne koło?" Czy możesz odnieść się do tego cytatu przez pryzmat swojego sukcesu? Odpowiedź: Odnośnie cytatu G.B. Shawa - tylne koło wystarczy, żeby się rozpędzić. Ale bez przedniego koła raczej nie utrzymamy równowagi ani kierunku. Utrzymując analogię do roweru, jest jeszcze kilka innych części składowych. Trudno więc oceniać sukces kierując sie tylko talentem czy pracowitością. Mój "rower" składa się z tylnego koła - talentu, przedniego koła - pracowitości, kierownicy - motywacji i pedałów - zespołu ludzi, z którymi pracuję. autor: Kichawa żródło: www.joemonster.org |